III Niedziela (A) Wielkiego Postu – 8 marca

 

Pierwsze Czytanie (Wj 17,3-7)
Czytanie z Księgi Wyjścia
Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?”. Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: „Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!”. Pan odpowiedział Mojżeszowi: „Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie”. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się synowie izraelscy i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: „Czy też Pan jest rzeczywiście pośrodku nas, czy nie?”

Psalm Responsoryjny: 95 (94)
R/. Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
z weselem śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
klęknijmy przed Panem, które nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: †
„Niech nie stwardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

Drugie Czytanie (Rz 5,1-2.5-8)
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian
Bracia: Dostąpiwszy usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.

Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Śpiew przed Ewangelią (J 4,42.15)
Chwała Tobie, Słowo Boże
Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata,

daj nam wody żywej, abyśmy nie pragnęli.

Tekst Ewangelii (J 4,5-42)
† Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus przybył do miasta samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny.

Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej». Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu».

Rzekła do Niego kobieta: «Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać». A On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!» A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».

Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko». Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».

Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: «Czego od niej chcesz? – lub: – Czemu z nią rozmawiasz?» Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?» Wyszli z miasta i szli do Niego.

Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie». Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?» Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli».

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam». Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».

Porzucony dzban
(Wj 17, 3-7) (Rz 5, 1-2. 5-8) (J 4, 5-42)

Było południe, czyli godzina szósta. Zmęczony drogą Jezus siedział sobie przy źródle, była tam studnia Jakubowa, a On miał pragnienie, lecz nie miał czerpaka. Jego uczniowie udali się do samarytańskiego miasteczka zwanego Sychar, aby zakupić żywność. I nagle, przy studni, pojawiła się samotna kobieta, Samarytanka, która przyszła, aby zaczerpnąć wodę. W tych tak zwyczajnych okolicznościach doszło do niezwyczajnego spotkania,  które swą głębią inspiruje wielu szukających prawdy o człowieku.

Spotkało się dwoje ludzi, z zupełnie różnych światów, których łączyło jedno wspólne pragnienie, takie zwyczajne, takie ludzkie, zaostrzone południową spiekotą – pragnienie wody. Zarówno On – Jezus, jak i ona – Samarytanka, mieli jeszcze drugie pragnienie, ale te były już zupełnie różne. Mimo przepaści, jakie ich dzieliły, które w tamtej rzeczywistości były szczególnie głębokie On – mężczyzna i Żyd, ona kobieta i Samarytanka, On – Święty, ona – grzesznica, oboje jednak byli otwarci na dialog. On, wcielony Bóg, pragnie przekazać tym wszystkim, którzy tylko na to się otworzą, swój skarb największy – wodę życia, a jest nią miłość. Ona, przez poplątane swoje życie wykrzyczała, że tak naprawdę szuka miłości, miłości, która nadałaby jej życiu sens. Samarytanka okazała się  niezwykle inteligentną kobietą o dużej wiedzy religijnej i jeszcze większej znajomości męskiej psychiki. Doświadczyła teraz, przy studni Jakubowej,  nie tylko nadzwyczajnej osobowości Jezusa, nie tylko Jego wszechwiedzy, ale przede wszystkim Jego czystej, bezinteresownej miłości. Właśnie taka kobieta jak ona, z takim doświadczeniem życiowym, mogła to najlepiej docenić. Kiedy Jezus objawił jej, że jest Mesjaszem, Tym na którego czekają zarówno Żydzi, jak i Samarytanie, ona nie dyskutowała. Nie wchodziła w teologiczne rozważania,  ona myślała sercem. To, co Jezus jej powiedział, przyjęła całą sobą: zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?

Przemiana, jaka się dokonała w kobiecie z Samarii po spotkaniu z Jezusem, była gigantyczna. Ta, którą grzeszne życie zepchnęło na obrzeża społeczności, napełniona teraz Bożą miłością, odzyskała życie. To właśnie Jezus stał się dla niej źródłem wody żywej. Jej życie nagle nabrało sensu. Jej niespokojne serce zostało nie tylko uzdrowione  i napełnione ogromnym potencjałem miłości.  Wybiegła ze swego ukrycia i stała się misjonarką Jezusa Mesjasza  i to pośród tych, przed którymi do tej pory się chowała. Trzeba przyznać, że nikt nie był w stanie tak szeroko otworzyć drzwi Samarytan na Jezusa i Jego uczniów, jak ta przemieniona miłością kobieta. To było pierwsze przełamanie barier, a zaproszony Jezus dokonał reszty. Nawróceni mówili do kobiety: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

To doświadczenie spotkania z Samarytanką było niewątpliwie twardą szkołą dla uczniów Jezusa, których zdumienie było bezgraniczne. Jakże głęboko zapadło to św. Janowi, dzięki któremu mamy ten szczegółowy raport spod Jakubowej studni, a który sam doświadczył miłości Jezusa. To on kładł swoją głowę na piersi Jezusa, to on był świadkiem przebicia włócznią Jezusowego serca. To on wszedł w pusty grób zmartwychwstałego Pana, doświadczył spotkań z Nim i Jego wniebowstąpienia. Obdarzony Duchem Świętym i obecnością Maryi Matki Jezusa, niestrudzenie głosi Ewangelię Miłości, i czyni to tak, jak czyniła to Samarytanka – z entuzjazmem.

Stawiam sobie dzisiaj twarde pytanie: czy ja porzuciłem już dzban mojej ludzkiej troski, a napełniony wodą życia, sam biegnę do jej Źródła i z entuzjazmem prowadzę innych. 

Ks. Lucjan Bielas

III Niedziela okresu zwykłego (A) – 25 stycznia

 

Pierwsze Czytanie (Iz 8, 23b – 9, 3)
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy, jak w dniu porażki Madianitów.

Psalm Responsoryjny: 26
R/. Pan moim światłem i zbawieniem moim

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko Pana proszę i o to zabiegam, †
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu
po wszystkie dni mego życia,
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

Drugie Czytanie (1Kor 1,10-13.17)
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Upominam was, bracia, w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście żyli w zgodzie i by nie było wśród was rozłamów; abyście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: «Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?

Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

Śpiew przed Ewangelią (Mt 4,23)
Alleluja, alleluja, alleluja

Jezus głosił Ewangelię o królestwie
i leczył wszelkie choroby wśród ludu

Tekst Ewangelii (Mt 4,12-23)
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Nie bój się powołania – to czas dla twardzieli!
(Iz 8, 23b – 9, 3; 1 Kor 1, 10-13. 17; Mt 4, 12-23)

Wydaje się, że to było takie proste. Jezus stanął na brzegu jeziora, zawołał ich, a oni zostawiwszy wszystko, natychmiast poszli za Nim. Tymczasem powołanie w Kościele Chrystusowym jest niezgłębioną tajemnicą,  którą trzeba nieustannie rozeznawać. Jest to swoistego rodzaju codzienny dialog między Jezusem a tym, którego On wybrał, i któremu On codziennie mówi: „Pójdź za Mną”.

Powołania to również sprawa  całej wspólnoty Kościoła. W Polsce niegdyś dumnej ze swej pobożności i z ilości powołań kapłańskich i zakonnych, kryzys stał się faktem, a liczenie na to, że się to samo odmieni, jest sporą naiwnością. Dyskusje zaś na temat zniesienia celibatu dla dobra życia sakramentalnego, są politowania godne.

Kryzys dotyczy nie tylko ilości powołań, ale i samych powołanych. Dzisiaj iskra powołania kapłańskiego w młodym człowieku zderza się z opinią społeczną budowaną na nieprawomocnych uogólnieniach, że kapłan to pedofil, homoseksualista, wyrafinowany złodziej, oszust, pasożyt itp. Na dodatek, jak ten młody człowiek doświadczy tego, że łatwo kapłana oskarżyć, a trudno go obronić i często nawet na własnego biskupa nie może w tej sytuacji liczyć. Młody człowiek widzi, jak wielu powołanych ma kryzys powołania i traci swoją tożsamość. Kapłaństwo czy życie zakonne ma być życiem, a nie sposobem na życie.

Jakże mocny musi być głos Boga w jego sercu, aby przebić się przez ten  gąszcz ludzkich niepokojów, opinii i uprzedzeń. Jakże twardym musi być ten, który na ten głos odpowie i zostawiając wszystko, pójdzie za Jezusem.

Jaka jest przyszłość powołań?

Aby odpowiedzieć na pytanie o przyszłość, trzeba paradoksalnie popatrzeć w przeszłość i to tę najbardziej odległą, czyli na sam początek. Powróćmy więc na brzeg jeziora Galilejskiego. Ewangelista Mateusz, zanim opisał powołanie pierwszych uczniów, zwrócił uwagę na okolicę, w której to miało miejsce, cytując proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło. Zabulon i Neftali to synowie Jakuba, którzy powodowani zazdrością sprzedali swojego brata Józefa. Galilea naznaczona została w VIII w. przed  Chrystusem najazdem Asyryjczyków i ich osadnictwem. Traktowani byli przez Judejczyków, jako społeczność gorszej kategorii. Izajasz jasno zapowiedział, że właśnie ten lud ujrzy światło Mesjasza. Znamiennym jest fakt, że w gronie 12 Apostołów prawdopodobnie z Judei pochodził tylko Judasz, pozostali byli z Galilei.

Co w nich było takiego, że Jezus właśnie ich wybrał?

Mieli daleko do świątyni, a blisko do pogan. Pragnienie Boga było większe, bo więcej kosztowało, a na pogan byli otwarci, bo tego domagała się codzienność.

Mając wgląd w rybacką firmę, którą Jezus powołał, widzimy ludzi średnio zamożnych, żyjących z ciężkiej pracy w zespole. Była ona zarówno związana z dużym narażeniem życia, jak i z umiejętnością przyjmowania niepowodzeń, jak np. brak połowu. Niemożliwość przechowywania ryb wymuszała z kolei konieczność szybkiego kontaktu z klientem.

Po raz pierwszy rybacy z Galilei spotkali Jezusa nad Jordanem tam, gdzie udzielał chrztu Jan  Chrzciciel. Ich chrzest i przylgnięcie do Jana świadczy o tym, że Bóg był dla nich najważniejszy. Zrozumieli, że grzech trzeba nazwać po imieniu i oddać go Bogu,  że trzeba zmienić swoje życie i być uczciwym człowiekiem. Jan Chrzciciel był dla nich tak wielkim autorytetem, a Mesjasz tak oczekiwanym wybawcą, że kiedy on wskazał na Jezusa, przyszli do Niego i zobaczyli jak mieszka (J 1,35-42).

Można jeszcze wspomnieć ich domy rodzinne.  Ojciec Jana i Jakuba, Zebedeusz, kiedy synowie poszli za Jezusem, a on został sam z łodzią i najemnikami, nie protestował. Ich matka, choć po swojemu też to akceptowała (Mt 20,20-21). Postawa uzdrowionej teściowej Szymona Piotra jest wzorem wdzięczności Bogu (Mk 1,29-31).

To tylko niektóre aspekty ukazujące niezwykle trafny wybór, jakiego dokonał Jezus w doborze najbliższych uczniów. Najważniejsze w tym powołaniu  zostało ujęte jednym zdaniem wypowiedzianym przez JezusaPójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Jest w tym zadaniu zaproszenie, jest cel misji, ujęty zrozumiałym językiem oraz metoda. Przez człowieczeństwo Jezusa emanowało Jego Bóstwo. Przekonali się o tym wcześniej. Pójście za Nim będzie najwyższą gwarancją bezpieczeństwa, wolności i skuteczności, jaką tylko człowiek może otrzymać na tym świecie.

W każdym powołaniu jest zawarty ten dialog. To Jezus wybiera, a nie jest wybierany. Pójście za Nim zależy nie od czynników zewnętrznych, ale od świadomości powołanego, kim tak naprawdę jest dla niego Ten, który go wzywa. Trudne czasy paradoksalnie ułatwiają trudną decyzję, a trwającym przy niej czynią wyjątkowo twardymi. Wyjątkowo twardzi, przez Jezusa, stają się wyjątkowo skuteczni.

Panie proszę Cię o łaskę nieustannego chodzenia za Tobą!

Ks. Lucjan Bielas

Towarzysz

(Mt 16, 21-27)

Można sobie wyobrazić zdumienie i niedowierzanie, jakie powstało w sercach i umysłach uczniów Jezusa, kiedy usłyszeli od Niego: że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. O tym, jak dalece wszystko stanęło im na głowie, najlepiej świadczą słowa Piotra, który w swej spontaniczności wziął Mistrza na bok i z wyrzutem stwierdził: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.

Z wielką ostrością uzewnętrznił się konflikt między tym, co było planem kochającego Boga Ojca, który jest gotów ratować człowieka, nawet za cenę wydania swojego Jednorodzonego Syna na śmierć, a planami Apostołów. Zwracając uwagę na ten konflikt, papież senior, Benedykt XVI zachęca do refleksji nad jego trwaniem w naszych relacjach z Panem Bogiem. Polega to na tym, że z Bogiem nawet się nie dyskutuje, tylko po prostu zostawia się Go na boku z całym Jego planem miłości.

Lecz On (Jezus) odwrócił się i rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Trudno sobie wyobrazić ostrzejsze słowa w ustach Jezusa. Łatwo zaś sobie wyobrazić, jak bardzo musiały dotknąć Piotra. Są jednak pewne trudne prawdy, które trzeba powiedzieć, bo tak każe miłość, a nie da się tego uczynić, nie zadając drugiej osobie bólu. A sprawa dotyczy rzeczy najważniejszej. Można myśleć po Bożemu lub po ludzku. W całej Biblii jest  nieustanne napięcie między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. To, co ludzkie podsuwa szatan i tu nie ma miejsca na Boga, na Miłość, jest zaś miejsce na korzyść.

Po „spionizowaniu” Piotra Jezus zwraca się do wszystkich, którzy chcą być Jego uczniami, zwraca się więc i do nas: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie (dosł. wyprze siebie), niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (dosł. towarzyszy Mi). Krzyż to nic innego tylko logika Bożej miłości w ludzkich realiach tego świata. Cena takiej decyzji jest duża, niebezpieczeństwo utraty życia ogromne, lecz zysk w towarzystwie Jezusa, jeszcze większy: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Dotyczy to życia ludzkiego ciała, z natury przemijającego, które w uczestniczeniu w zmartwychwstaniu Jezusa otrzymuje nową perspektywę. My już o tym wiemy, dla uczniów był to jeszcze „kosmos”.

Dalej Jezus sugeruje, gdzie znajdują się prawdziwe wartości człowieka: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?  W misji człowieka czynienia sobie ziemi poddaną, Jezus, jak zresztą sam daje temu przykład, domaga się stanowczo od swoich uczniów, fundamentalnego porządku. Nie możesz duszą zapłacić za bogactwo. Stawiając takie wymaganie, Mistrz wie, że uczniów wystawia w brutalnym i chciwym świecie na nie lada próbę. Na dodatek, na tym świecie uczniowie, podobnie jak Jezus, nie mają co liczyć na sprawiedliwość. Dlatego tak ważne jest Jego zapewnienie: Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania

Spuszczony po przysłowiowej brzytwie Piotr, nie pogniewał się na Jezusa. Wyciągnął wnioski i dalej był Jego wiernym towarzyszem. Niewątpliwie, dobrze na tym wyszedł. Wielu się gniewa na twarde słowa Jezusa i wykorzystuje je, jako argument do porzucenia Jego towarzystwa, aby ruszyć do własnych interesów. Niewątpliwie, źle na tym wyjdą.

                                                                                             

Ks. Lucjan Bielas

 

Droga prawdziwie odważnych

(Mt 5,1-12a)

 

W Uroczystość Wszystkich Świętych tradycyjnie odczytywany jest w naszych kościołach fragment, tzw. kazania na górze. Jezus, prawdziwy Bóg, który stał się człowiekiem, daje nam osiem rad jako klucz do świętości, czyli do takiej współpracy z Bogiem, aby nasze życie było prawdziwie spełnione tu i w wieczności. Innymi słowy, używając biblijnego terminu, abyśmy byli błogosławieni.  Sam Jezus swoim ziemskim życiem ukazuje nam, jak te rady należy rozumieć, jak je zastosować i jaki przyniesie to efekt. Miejmy świadomość tego, że dotyczą one takiego ukształtowania naszych osobowości, aby na tym świecie, nie tylko przetrwać, ale być prawdziwie szczęśliwym.

Niech to rozważanie stanie się zachętą do własnych przemyśleń w osobistym spotkaniu z Jezusową Ewangelią.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Jezus nagi przyszedł i nagi z niego odszedł. Nic nie miał dla siebie i niczego nie pragnął. Będąc prawdziwie wolnym, stał się niewolnikiem wielu i dlatego to właśnie On pierwszy posiadł królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Jezus poważnie traktował ludzkie sprawy. Widział istotę problemu i wskazywał uczciwe wyjście w stronę dobra. Pokazał, że każdy problem można z Bogiem przekształcić w szansę i to stanowi prawdziwe pocieszenie.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Zajmował się tymi, którzy stanęli na Jego życiowej drodze.  Robił to, na co miał wpływ i nie zajmował się autoreklamą i pijarem. Wszystko uzgadniał z wolą  Ojca Niebieskiego.  Jego dzieło z ludzkiego punktu widzenia wyglądało niepozornie, a przecież posiadł ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

W najbardziej niesprawiedliwych procesach w dziejach świata, zarówno religijnym przed Sanhedrynem, jak i politycznym, przed Piłatem zachował się sprawiedliwie. Sędziów mógł zdmuchnąć jednym aktem swej woli, tymczasem mimo fali fałszywych oskarżeń i misternie utkanej niesprawiedliwości, po prostu stał po stronie prawdy, zachowując ludzką godność. Patrzył poza granicę śmierci i wygrał.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Był po prostu miłosierny. Nie wygłaszał traktatów na temat miłości, lecz po prostu aktywnie żył miłością. Jego miłosierna postawa, którą na każdym kroku promieniował, wychodząc naprzeciw  ludzkiej biedzie, ściągała wtedy i przez wszystkie czasy gromadzi wokół Niego miłosiernych. Jest głodny, jest spragniony, jest nagi, jest chory, jest w więzieniu i ciągle przychodzą Mu z pomocą miłosierni.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Jego serce nie ma podwójnego dna. Jest tak czyste, że przez nie widać samego Boga. On mógł o sobie powiedzieć: Kto mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał (J 12,45).  Jakże wyjątkowo przeżyli to świadkowie Jego przemienienia na Górze Tabor.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Jezus miał przede wszystkim pokój w sobie. Wynikał on z nieustannej relacji z Ojcem Niebieskim. Wyrażała się ona w Jego ludzkiej naturze na  rozeznaniu i pełnieniu woli Jego Ojca. Przez to również okazał swoje synostwo Boże i prawo do dziedziczenia.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

W rzeczywistości ówczesnego świata, pełnego niesprawiedliwości posuniętej  aż do zniewolenia człowieka  i sprowadzenia go do poziomu rzeczy, Jezus nie wszczyna rewolucji, buntu i wojen. Na różne sposoby prześladowany nie uciekał  od konfrontacji, ale też jej nie szukał. Pełen miłości, służący bezkompromisowo prawdzie,  będąc w idealnej relacji z Niebieskim Ojcem,  mając przeciw sobie szatana i jego wysłanników, Jezus buduje rzeczywistość dobra i miłości.  Buduje swoje królestwo, które nieustannie niszczone trwa przez wieki i ma wymiar ponadczasowy, wymiar wieczny.

Nie stawiam sobie pytania, czy taką drogą chcę pójść, bo to oczywiste. Proszę jedynie o łaskę wytrwania na niej do końca, do wieczności.

 Ks. Lucjan Bielas

 

 

 

 

 

Bosko – ludzka korporacja

(Mt 18, 15-20)

Tak można próbować współczesnym językiem określić Kościół założony przez Jezusa Chrystusa. Pośród wszystkich ludzkich organizacji stanowi on niewątpliwie fenomen, przez jednych podziwiany, przez innych znienawidzony. Jedni marzą o tym, by Kościół Chrystusowy ogarnął cały świat, inni marzą o tym, aby w ogóle przestał istnieć, by nawet najmniejszy ślad po nim nie został. Fenomenem jest to, że niezależnie od tego, czy ktoś się z tą organizacją zgadza, czy nie, to wszyscy od Kościoła się uczą.

Nie będę ukrywał, że zaliczam się do tych, którzy gorąco pragną tego, aby Kościół, którego staram się być świadomym i aktywnym członkiem, miłością pozyskał dla Boga wszystkich ludzi.

Dziś, dzięki św. Mateuszowi, możemy wziąć udział w warsztatach prowadzonych przez samego Chrystusa, podczas których, wtedy dwunastu uczniom, dzisiaj nam, tłumaczy fenomen działania instytucji, którą założył i której jest prezesem i to na zawsze.

Po pierwsze, Jezus poucza o podstawowych prawach komunikacji: Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. W tych niesłychanie prostych słowach zawarł Jezus zasadę odpowiedzialności za siebie, za drugiego i za wspólnotę. Te zasady korporacyjne stosują wszyscy, którzy próbują zbudować trwałą wspólnotę. Nikt nic mądrzejszego nie wymyślił i nie wymyśli. Chrystus jednak wypowiedział te słowa w pewnym ważnym kontekście. Mówił wcześniej o dobrym pasterzu, który jest gotów szukać jednej zaginionej owcy, mówił o Bogu, o swoim Ojcu, któremu zależy na wszystkich ludziach, bo wszystkich kocha.

Mając przed sobą dwunastu liderów swej korporacji, Jezus, wysłannik Niebieskiego Ojca, mówi do nich słowa, których żaden szef na ziemi swoim pracownikom powiedzieć nie może: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Te słowa nabierają znaczenia dopiero w kontekście tego, co Jezus natychmiast dodał: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.

Wnioski nasuwają się same. To nieustannie obecny w swej korporacji Jezus prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zawiązuje i rozwiązuje, posługując się tymi, którzy sami zdecydowali się na bycie Jego towarzyszami. Nie trudno domyślić się, że jest tu też zawarta zapowiedź sakramentów świętych, tych przestrzeni, w których zawiązywanie z rozwiązywanie ma szczególny, pozaziemski wymiar. Jest w nich ten, który udziela – szafarz, jest i ten, który przyjmuje, ale działa zawsze Jezus – ten Trzeci.

W tym czasie, kiedy jest tak wiele pytań dotyczących Kościoła Chrystusowego, może warto jeszcze raz sobie przemyśleć jego rozumienie i swoje w nim miejsce.

 

Ks. Lucjan Bielas