IV Niedziela okresu zwykłego (A) – 29 stycznia

 

Pierwsze Czytanie (So 2,3;3,12-13)
Czytanie z Księgi proroka Sofoniasza
Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy wypełniacie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego. Zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani wypowiadać kłamstw. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by ich przestraszył.

 

Psalm Responsoryjny: 146
R/. Ubodzy duchem mają wstęp do nieba

Bóg wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność uwięzionych.

 

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

 

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

 

Drugie Czytanie (1Kor 1,26-31)
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Według oceny ludzkiej niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych.

Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.
Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby jak to jest napisane, «w Panu się chlubił ten, kto się chlubi».

Śpiew przed Ewangelią (Mt 5,12a)
Alleluja, alleluja, alleluja
Cieszcie się i radujcie,

albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

 

Tekst Ewangelii (Mt 5,1-12)
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.
Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

 

Cel i koniec
(So 2, 3; 3, 12-13; 1 Kor 1, 26-31; Mt 5, 1-12a)

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem, to znany cytat nieznanego autora zapisany w Gesta Romanorum (Czyny Rzymian), a znaczy dosłownie, cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i przewiduj koniec. Ten cytat z terminem koniec rozumianym jako śmierć, a więc pamiętaj o śmierci,  dobrze wpisywał się w średniowieczną teorię i praktykę refleksji nad śmiertelnością i marnością ziemskiego życia. Czasy pełne wojen i zaraz, wybitnie takiej właśnie interpretacji sprzyjały – cokolwiek robisz, rób to z rozsądkiem i pamiętaj, że umrzesz.

Wiktor Frankl,  twórca logo terapii, zwrócił uwagę, że wymowa tego zdania jest o wiele głębsza, niż by się na pierwszy rzut oka wydawało, a mianowicie, łaciński termin „finis” ma podwójne znaczenie – „koniec” i „cel”. Dopiero świadomość końca i celu nadaje naszemu działaniu właściwy sens. Tak więc nie tylko mamy być świadomi końca, śmierci, ale również, a może przede wszystkim, celu.  Ta właśnie świadomość, znacznie ułatwia nam zachowanie roztropności w działaniu.

Dlatego też Jezus Chrystus już na początku swojej publicznej działalność, dał uczniom, jasną wykładnię celu oraz wynikających z dążenia do niego działań, wykładnię zwaną Osiem Błogosławieństw. Różnią się one od wszystkich innych mądrych życiowych porad krążących w rezerwuarze ludzkiej wiedzy, przede wszystkim tym, że nie są to rady jakiegoś mędrca, wygłoszone w nauczycielskim uniesieniu, lecz  są to rady Jezusa Chrystusa, wcielonego Boga, który nie tylko je daje, ale jest proaktywnym towarzyszem ich wdrażania. Dzisiaj, po tylu wiekach możemy tę ich inność wynikającą z Jego obecności z pokorą potwierdzić.

Wszystkie te rady zaczynają się od słowa błogosławieni – czyli szczęśliwiumiłowani przez Boga miłością, która nie ma granic i końca.

Jezus deklaruje, że jest ze mną, kiedy w tym, co doczesne, nie pokładam nadziei.
Jest ze mną, kiedy w problemie widzę  szansę.
Jest ze mną, kiedy chcę słuchać.
Jest ze mną, kiedy zachowuję sprawiedliwość, tam, gdzie jej nie ma.
Jest ze mną, kiedy widzę ludzką biedę i próbuję jej zaradzić.
Jest ze mną, kiedy moje zamiary są czyste.
Jest ze mną, kiedy staram się innych rozumieć i dążę do porozumienia z nimi.
Jest ze mną, kiedy świat mnie odrzuca ze względu na to, że właśnie On – Jezus,  jest ze mną.

Tylko działanie zgodne z logiką Jezusa i wraz z Jezusem, nadaje mojemu życiu sens i prowadzi do celu: Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

Postawiłem sobie pytanie: czy jest w Piśmie Świętym jakiś tekst, który ilustrowałby skutek takiego życia człowieka w zjednoczeniu z Chrystusem? Nasuwa mi się tekst św. Pawła z Listu do Koryntian:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
 Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje 
(1Kor 13, 1-8).

Świadomi tego wszystkiego, jeszcze bardziej otwieramy się dzisiaj na słowa Chrystusa: Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

                                                                 Chrystus = Miłość

Ks. Lucjan Bielas

 

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego – 17 kwietnia

 

Pierwsze Czytanie (Dz 10,34a.37-43)


Gdy Piotr przybył do domu centuriona w Cezarei, przemówił: „Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych. Wszyscy prorocy świadczą o tym, że każdy, kto w Niego wierzy, w Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów”.

 

Psalm Responsoryjny: 117
R/. W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy

 

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech dom Izraela głosi:
„Jego łaska na wieki”.

 

Prawica Pana wzniesiona wysoko,
prawica Pańska moc okazała.
Nie umrę, ale żył będę
i głosił dzieła Pana.

 

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

 

Drugie Czytanie (Kol 3,1-4)
Bracia: Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.

 

SEKWENCJA


Sekwencja obowiązuje w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, ale można ją śpiewać lub odmawiać także we wszystkie dni oktawy wielkanocnej.

 

Niech w święto radosne Paschalnej Ofiary
Składają jej wierni uwielbień swych dary.

 

Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
Pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.

 

Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy,
Choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy.

 

Maryjo, ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

 

Żywego już Pana widziałam, grób pusty,
 I świadków anielskich, i odzież, i chusty.

 

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
A miejscem spotkania będzie Galileja.

 

Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy,
O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy.

 

Śpiew przed Ewangelią (1Kor 5,7-8)
Alleluja, alleluja, alleluja


Chrystus został ofiarowany jako nasza Pascha.
Odprawiajmy nasze święto w Panu.

 

Tekst Ewangelii (J 20,1-9)


A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.

 

Jeśli chcesz żyć w wolności, wejdź do grobu Jezusa
(J 20,1-9)

Fascynuje mnie Bóg, w swym pełnym miłości akcie stwórczym. Fascynuje mnie ziemia i jej miejsce w kosmosie. Fascynuje mnie człowiek i jego miejsce pośród wszystkich stworzeń. Przede wszystkim jednak fascynuje mnie obecność pośród nas Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który od człowieka przyjął człowieczeństwo dla człowieka – dla mnie. Ta właśnie Jego obecność, mojej egzystencji nadaje ponadczasowy wymiar,  nadaje sens i tym samym uzdalnia do kreatywnej współpracy z Bogiem w świecie, który On stworzył, a w którym mnie przyszło żyć.

Dopiero po uświadomieniu sobie tej cudownej relacji, mogę zdobyć się na postawienie pytania o świat, w którym żyję.  Z dużym niepokojem stwierdzam, że coraz częściej przychodzi mi na myśl porównanie współczesnego świata, do obozu koncentracyjnego o globalnym zakresie. Przyznaję, że na to moje myślenie mają zapewne wpływ opowieści przodków i atmosfera mojego dzieciństwa, które upływało w cieniu obozu dwóch totalitaryzmów w Jaworznie.

Nie bez znaczenia jest moje „skrzywienie historyka”, który w dziejach próbuje odczytać i nazwać szeroko rozumiane procesy zachodzące w ludzkich społecznościach. Pandemia, jej kulisy i skutki, nieludzka wojna rozpętana na Ukrainie i światowe na nią reakcje, jeszcze bardziej uaktywniają moje skojarzenia. Pod hasłami, praw człowieka i jego wolności zawieszono przykazania Boże z przykazaniem „nie zabijaj” na czele. W imię postępu i rozwoju zbudowano znakomity system, w którym niewielu korzysta z pracy wielu, dając im niewiele. Wielcy architekci światowego ładu, zachłyśnięci nowymi technologiami, zapominając o Bogu Wszechmogącym, podejmują decyzję o życiu i śmierci innych ludzi, sprowadzonych do obozowych numerów.

Analogie obozowe dalej można mnożyć, lecz lepiej nam dzisiaj w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego pomyśleć, jak uratować swoje człowieczeństwo, zachować wolność i spełnić się w wieczności? Po ludzku wydaje się to niemożliwe, lecz dla tego, który zaufa Bogu i uwierzył w zmartwychwstanie Chrystusa, nic niemożliwego nie ma.

Po pierwsze trzeba sobie uświadomić fakt, że ten globalny obóz jest założony przede wszystkim w naszych głowach i polega na zniewoleniu naszych umysłów.

Dlatego dzisiaj z tym większą wiarą staję, przed jedyną bramą do mojej wolności. Jest nią pusty grób Jezusa Chrystusa, miejsce najbardziej znienawidzone przez tzw. władcę tego świata, szatana.  Nie muszę jechać do Jerozolimy, aby tego grobu szukać. Pusty grób Jezusa jest we mnie, w mojej zniewolonej głowie i tylko przez wiarę jestem w stanie go znaleźć i przez niego przejść do prawdziwej wolności. Sam Jezus mnie poprowadzi, dając mi swych fantastycznych przewodników.

Pierwszym z nich, choć wprost niewymienionym w dzisiejszej Ewangelii, jest Jego Matka, Najświętsza Maryja Panna. Ona nie musiała iść i sprawdzać, czy grób Syna jest pusty? Nie musiała się z Nim po Jego zmartwychwstaniu spotykać. To przede wszystkim o Niej zmartwychwstały Jezus powiedział: Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20,29). Pusty grób Jezusa był w Niej. Nie musiała go nigdzie szukać. Przeszła przez niego w swoim sercu z wiarą, łącząc się z Synem w prawdziwej wolności. Oto dlaczego właśnie Ją wymieniam na pierwszym miejscu.

Znakomitą lekcję daje mi Maria Magdalena. Tam, gdzie męska logika była zniewolona i nie widziała sensu, aby iść do grobu Jezusa, to ona wbrew tzw. zdrowemu rozsądkowi udała się w drogę i jak wiemy, pierwsza zobaczyła otwarty grób i spotkała Zmartwychwstałego. I co ciekawe biegnie, aby tę wiadomość przekazać Apostołom. Maria Magdalena bardziej kochała, niż kalkulowała. To jest dla mnie bardzo ważną życiową wskazówką.

Autor dzisiejszej Ewangelii św. Jan składa kapitalne wyznanie. Był świadkiem całej działalności nauczycielskiej Jezusa. Świadkiem Jego cudów, świadkiem Jego śmierci i złożenia w grobie. Na wieść, że grób jest pusty wraz Piotrem biegną obydwaj. Był szybszy, ale nie wszedł do pustego grobu Jezusa sam, lecz poczekał  na Piotra, na tego, który z nadania Jezusa jest widzialną głową rodzącego się Kościoła. Obydwaj doświadczają pustego grobu Jezusa i jego logiki. Widzą leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Chusta była zwinięta, lecz nie płótna, albowiem ciało Jezusa bez ich rozwiązywania po prostu zniknęło. Jan: ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych. Tak więc to doświadczenie pustego grobu, przekraczające ludzką logikę w połączeniu ze słowem Boga zaowocowało w Janie kolejnym pogłębieniem jego wiary – przejściem w głowie i w sercu przez pusty grób Jezusa do prawdziwej wolności.

Stawiam sobie pytanie: czy będąc uczestnikiem wspaniałych liturgii, wczytując się w teksty Pisma Świętego, adorując w kościele grób Pański, odnalazłem grób Jezusa w swoim zniewolonym umyśle? Czy pobiegłem sercem gnany, aby przez niego, jak przez bramę wejść do prawdziwej wolności?

 

 Ks. Lucjan Bielas

 

Towarzysz

(Mt 16, 21-27)

Można sobie wyobrazić zdumienie i niedowierzanie, jakie powstało w sercach i umysłach uczniów Jezusa, kiedy usłyszeli od Niego: że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. O tym, jak dalece wszystko stanęło im na głowie, najlepiej świadczą słowa Piotra, który w swej spontaniczności wziął Mistrza na bok i z wyrzutem stwierdził: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.

Z wielką ostrością uzewnętrznił się konflikt między tym, co było planem kochającego Boga Ojca, który jest gotów ratować człowieka, nawet za cenę wydania swojego Jednorodzonego Syna na śmierć, a planami Apostołów. Zwracając uwagę na ten konflikt, papież senior, Benedykt XVI zachęca do refleksji nad jego trwaniem w naszych relacjach z Panem Bogiem. Polega to na tym, że z Bogiem nawet się nie dyskutuje, tylko po prostu zostawia się Go na boku z całym Jego planem miłości.

Lecz On (Jezus) odwrócił się i rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Trudno sobie wyobrazić ostrzejsze słowa w ustach Jezusa. Łatwo zaś sobie wyobrazić, jak bardzo musiały dotknąć Piotra. Są jednak pewne trudne prawdy, które trzeba powiedzieć, bo tak każe miłość, a nie da się tego uczynić, nie zadając drugiej osobie bólu. A sprawa dotyczy rzeczy najważniejszej. Można myśleć po Bożemu lub po ludzku. W całej Biblii jest  nieustanne napięcie między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. To, co ludzkie podsuwa szatan i tu nie ma miejsca na Boga, na Miłość, jest zaś miejsce na korzyść.

Po „spionizowaniu” Piotra Jezus zwraca się do wszystkich, którzy chcą być Jego uczniami, zwraca się więc i do nas: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie (dosł. wyprze siebie), niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (dosł. towarzyszy Mi). Krzyż to nic innego tylko logika Bożej miłości w ludzkich realiach tego świata. Cena takiej decyzji jest duża, niebezpieczeństwo utraty życia ogromne, lecz zysk w towarzystwie Jezusa, jeszcze większy: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Dotyczy to życia ludzkiego ciała, z natury przemijającego, które w uczestniczeniu w zmartwychwstaniu Jezusa otrzymuje nową perspektywę. My już o tym wiemy, dla uczniów był to jeszcze „kosmos”.

Dalej Jezus sugeruje, gdzie znajdują się prawdziwe wartości człowieka: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?  W misji człowieka czynienia sobie ziemi poddaną, Jezus, jak zresztą sam daje temu przykład, domaga się stanowczo od swoich uczniów, fundamentalnego porządku. Nie możesz duszą zapłacić za bogactwo. Stawiając takie wymaganie, Mistrz wie, że uczniów wystawia w brutalnym i chciwym świecie na nie lada próbę. Na dodatek, na tym świecie uczniowie, podobnie jak Jezus, nie mają co liczyć na sprawiedliwość. Dlatego tak ważne jest Jego zapewnienie: Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania

Spuszczony po przysłowiowej brzytwie Piotr, nie pogniewał się na Jezusa. Wyciągnął wnioski i dalej był Jego wiernym towarzyszem. Niewątpliwie, dobrze na tym wyszedł. Wielu się gniewa na twarde słowa Jezusa i wykorzystuje je, jako argument do porzucenia Jego towarzystwa, aby ruszyć do własnych interesów. Niewątpliwie, źle na tym wyjdą.

                                                                                             

Ks. Lucjan Bielas

 

Droga prawdziwie odważnych

(Mt 5,1-12a)

 

W Uroczystość Wszystkich Świętych tradycyjnie odczytywany jest w naszych kościołach fragment, tzw. kazania na górze. Jezus, prawdziwy Bóg, który stał się człowiekiem, daje nam osiem rad jako klucz do świętości, czyli do takiej współpracy z Bogiem, aby nasze życie było prawdziwie spełnione tu i w wieczności. Innymi słowy, używając biblijnego terminu, abyśmy byli błogosławieni.  Sam Jezus swoim ziemskim życiem ukazuje nam, jak te rady należy rozumieć, jak je zastosować i jaki przyniesie to efekt. Miejmy świadomość tego, że dotyczą one takiego ukształtowania naszych osobowości, aby na tym świecie, nie tylko przetrwać, ale być prawdziwie szczęśliwym.

Niech to rozważanie stanie się zachętą do własnych przemyśleń w osobistym spotkaniu z Jezusową Ewangelią.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Jezus nagi przyszedł i nagi z niego odszedł. Nic nie miał dla siebie i niczego nie pragnął. Będąc prawdziwie wolnym, stał się niewolnikiem wielu i dlatego to właśnie On pierwszy posiadł królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Jezus poważnie traktował ludzkie sprawy. Widział istotę problemu i wskazywał uczciwe wyjście w stronę dobra. Pokazał, że każdy problem można z Bogiem przekształcić w szansę i to stanowi prawdziwe pocieszenie.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Zajmował się tymi, którzy stanęli na Jego życiowej drodze.  Robił to, na co miał wpływ i nie zajmował się autoreklamą i pijarem. Wszystko uzgadniał z wolą  Ojca Niebieskiego.  Jego dzieło z ludzkiego punktu widzenia wyglądało niepozornie, a przecież posiadł ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

W najbardziej niesprawiedliwych procesach w dziejach świata, zarówno religijnym przed Sanhedrynem, jak i politycznym, przed Piłatem zachował się sprawiedliwie. Sędziów mógł zdmuchnąć jednym aktem swej woli, tymczasem mimo fali fałszywych oskarżeń i misternie utkanej niesprawiedliwości, po prostu stał po stronie prawdy, zachowując ludzką godność. Patrzył poza granicę śmierci i wygrał.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Był po prostu miłosierny. Nie wygłaszał traktatów na temat miłości, lecz po prostu aktywnie żył miłością. Jego miłosierna postawa, którą na każdym kroku promieniował, wychodząc naprzeciw  ludzkiej biedzie, ściągała wtedy i przez wszystkie czasy gromadzi wokół Niego miłosiernych. Jest głodny, jest spragniony, jest nagi, jest chory, jest w więzieniu i ciągle przychodzą Mu z pomocą miłosierni.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Jego serce nie ma podwójnego dna. Jest tak czyste, że przez nie widać samego Boga. On mógł o sobie powiedzieć: Kto mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał (J 12,45).  Jakże wyjątkowo przeżyli to świadkowie Jego przemienienia na Górze Tabor.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Jezus miał przede wszystkim pokój w sobie. Wynikał on z nieustannej relacji z Ojcem Niebieskim. Wyrażała się ona w Jego ludzkiej naturze na  rozeznaniu i pełnieniu woli Jego Ojca. Przez to również okazał swoje synostwo Boże i prawo do dziedziczenia.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

W rzeczywistości ówczesnego świata, pełnego niesprawiedliwości posuniętej  aż do zniewolenia człowieka  i sprowadzenia go do poziomu rzeczy, Jezus nie wszczyna rewolucji, buntu i wojen. Na różne sposoby prześladowany nie uciekał  od konfrontacji, ale też jej nie szukał. Pełen miłości, służący bezkompromisowo prawdzie,  będąc w idealnej relacji z Niebieskim Ojcem,  mając przeciw sobie szatana i jego wysłanników, Jezus buduje rzeczywistość dobra i miłości.  Buduje swoje królestwo, które nieustannie niszczone trwa przez wieki i ma wymiar ponadczasowy, wymiar wieczny.

Nie stawiam sobie pytania, czy taką drogą chcę pójść, bo to oczywiste. Proszę jedynie o łaskę wytrwania na niej do końca, do wieczności.

 Ks. Lucjan Bielas

 

 

 

 

 

Bosko – ludzka korporacja

(Mt 18, 15-20)

Tak można próbować współczesnym językiem określić Kościół założony przez Jezusa Chrystusa. Pośród wszystkich ludzkich organizacji stanowi on niewątpliwie fenomen, przez jednych podziwiany, przez innych znienawidzony. Jedni marzą o tym, by Kościół Chrystusowy ogarnął cały świat, inni marzą o tym, aby w ogóle przestał istnieć, by nawet najmniejszy ślad po nim nie został. Fenomenem jest to, że niezależnie od tego, czy ktoś się z tą organizacją zgadza, czy nie, to wszyscy od Kościoła się uczą.

Nie będę ukrywał, że zaliczam się do tych, którzy gorąco pragną tego, aby Kościół, którego staram się być świadomym i aktywnym członkiem, miłością pozyskał dla Boga wszystkich ludzi.

Dziś, dzięki św. Mateuszowi, możemy wziąć udział w warsztatach prowadzonych przez samego Chrystusa, podczas których, wtedy dwunastu uczniom, dzisiaj nam, tłumaczy fenomen działania instytucji, którą założył i której jest prezesem i to na zawsze.

Po pierwsze, Jezus poucza o podstawowych prawach komunikacji: Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. W tych niesłychanie prostych słowach zawarł Jezus zasadę odpowiedzialności za siebie, za drugiego i za wspólnotę. Te zasady korporacyjne stosują wszyscy, którzy próbują zbudować trwałą wspólnotę. Nikt nic mądrzejszego nie wymyślił i nie wymyśli. Chrystus jednak wypowiedział te słowa w pewnym ważnym kontekście. Mówił wcześniej o dobrym pasterzu, który jest gotów szukać jednej zaginionej owcy, mówił o Bogu, o swoim Ojcu, któremu zależy na wszystkich ludziach, bo wszystkich kocha.

Mając przed sobą dwunastu liderów swej korporacji, Jezus, wysłannik Niebieskiego Ojca, mówi do nich słowa, których żaden szef na ziemi swoim pracownikom powiedzieć nie może: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Te słowa nabierają znaczenia dopiero w kontekście tego, co Jezus natychmiast dodał: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.

Wnioski nasuwają się same. To nieustannie obecny w swej korporacji Jezus prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zawiązuje i rozwiązuje, posługując się tymi, którzy sami zdecydowali się na bycie Jego towarzyszami. Nie trudno domyślić się, że jest tu też zawarta zapowiedź sakramentów świętych, tych przestrzeni, w których zawiązywanie z rozwiązywanie ma szczególny, pozaziemski wymiar. Jest w nich ten, który udziela – szafarz, jest i ten, który przyjmuje, ale działa zawsze Jezus – ten Trzeci.

W tym czasie, kiedy jest tak wiele pytań dotyczących Kościoła Chrystusowego, może warto jeszcze raz sobie przemyśleć jego rozumienie i swoje w nim miejsce.

 

Ks. Lucjan Bielas