VI Niedziela Wielkanocna (C) – 22 maja


Pierwsze czytanie

(Dz 15, 1-2. 22-29)
Niektórzy przybysze z Judei nauczali braci w Antiochii: ”Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni”. Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych. Wtedy Apostołowie i starsi wraz z całym Kościołem postanowili wybrać ludzi przodujących wśród braci: Judę, zwanego Barsabas, i Sylasa i wysłać do Antiochii razem z Barnabą i Pawłem. Posłali przez nich pismo tej treści: ”Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii i w Cylicji. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że niektórzy bez naszego upoważnienia wyszli od nas i zaniepokoili was naukami, siejąc wam zamęt w duszach, postanowiliśmy jednomyślnie wybrać mężów i wysłać razem z naszymi drogimi: Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa poświęcili swe życie. Wysyłamy więc Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam ustnie to samo. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!”.

(Ps 67 (66), 2-3. 4-5. 6 i 8)

REFREN: Niech wszystkie ludy sławią Ciebie, Boże

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi;

niech nam ukaże pogodne oblicze.

Aby na ziemi znano Jego drogę,

Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

 

Niech Ciebie, Boże, wysławiają ludy

niech wszystkie narody oddają Ci chwałę.

Niech się narody cieszą i weselą,

bo rządzisz ludami sprawiedliwie i kierujesz narodami na ziemi.

 

Niech Ciebie, Boże, wysławiają ludy,

niech wszystkie narody oddają Ci chwałę.

Niech nam Bóg błogosławi

i niech cześć Mu oddają wszystkie krańce ziemi.

 

Drugie czytanie

(Ap 21, 10-14. 22-23)

Uniósł mnie anioł w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga. Źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu: Miało ono mur wielki i wysoki, miało dwanaście bram, a na bramach dwunastu aniołów i wypisane imiona, które są imionami dwunastu szczepów synów Izraela. Od wschodu trzy bramy i od północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy bramy. A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka. A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą Baranek.

Aklamacja (J 14, 23)

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego.

Tekst Ewangelii

(J 14, 23-29)

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie".

 

Dlaczego Kościół Chrystusowy wychodzi z każdego kryzysu?

 (J 14, 23-29)

Można odpowiedzieć krótko – bo jest Chrystusowy.

To, co jest w nim Chrystusowego, przez kryzys jest umocnione i oczyszczone, to zaś co pochodzi od złego, po prostu odpada.

Dzisiejsze czytania pomagają nam nieco głębiej zrozumieć fenomen Kościoła. Oparty jest on na przesłaniu Chrystusa, który wprost mówi: „nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca”. Jezus – wcielony Syn Boży jest, idąc za myślą Benedykta XVI, Misjonarzem Ojca. Kluczem przyjęcia nauki jest poznanie i umiłowanie Chrystusa. Kto według Ewangelii będzie układał swoje życie, stworzy w sobie przestrzeń, w której zamieszka Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.   Dotyczy to zarówno każdego z nas indywidualnie, jak i wspólnoty. Nikt i nic nie wypędzi Boga z nas i z naszej wspólnoty, możemy zrobić to jedynie my sami, przez brak miłości.

Jezus obiecuje, że na chwile szczególnie trudne pośle Obrońcę (Parakleta) – Ducha Świętego  „którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

Na tym etapie naszego rozważania możemy postawić sobie pytanie: a jak się to ma do praktyki życia Kościoła?

20 lat po śmierci Pana Jezusa, po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, przed rozwijającym się Jego Kościołem stanęło niezmiernie ważne i trudne wyzwanie. W wyniku pełnej poświęcenia pracy misyjnej świętych Pawła i Barnaby coraz więcej pogan zaczęło przyjmować Ewangelię. W gronie Apostołów i uczniów powstało pytanie: czy droga do chrztu Chrystusowego prowadzi przez obrzezanie, a więc trzeba być najpierw Żydem i przyjąć całe dziedzictwo i tradycję Starego Testamentu, a potem dopiero chrześcijaninem,  czy też wystarczy sam chrzest? A jeśli wystarczy chrzest w Imię Trójcy Przenajświętszej, to co należy zachować z dotychczasowego dziedzictwa? Trzeba pamiętać o fakcie, że dla zwolenników tradycji, wszelkie przemiany były totalną życiową rewolucją. To, że wtedy doszło do ustalenia wspólnego stanowiska, graniczyło z cudem. Przygotowano dokument, można powiedzieć, pierwszy tego typu w dziejach Kościoła: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!”. Można powiedzieć, że zachowano istotę tradycji, a więc wiarę przenikającą serce i zwyczaje istotne dla zachowania tożsamości, a odważnie otwarto się na nową rzeczywistość. Dlatego też wystarczył Sakrament Chrztu św.

Warto zastanowić się nad tym, a szczególnie dziś, jakich wtedy użyto metod, aby wypracować wspólny kierunek działania?

- Zwornikiem obrad był Jezus. Świadomość Jego obecności rodziła  odpowiedzialność za Jego dzieło i za zbawienie każdego człowieka, który się nawracał.

- W Duchu Świętym interpretowano ewangeliczne przesłanie i zaistniałe nowe fakty (np. ochrzczenie Korneliusza przez św. Piotra).

- W obradach, każdy mógł się wypowiedzieć i to tak do końca i był wysłuchany.

- Niekwestionowanym autorytetem cieszył się św. Piotr, który był świadomy odpowiedzialności, jaką podejmował i znał swoje miejsce we wspólnocie.

- Zaakceptowany przez wszystkich, krótki i przejrzysty dokument końcowy.

Kościół jest, jak widzimy przestrzenią, w której to, co Boskie w niepojęty i niepowtarzalny sposób współpracuje z tym, co ludzkie. I to jest największą i najpewniejszą gwarancją jego istnienia.

Ponieważ nie chcę być biernym obserwatorem zmagań Kościoła, który umywając ręce, mówi: Kościół sobie poradzi, pragnę więc coś konkretnego czynić. Inspiruje mnie określenie Ducha Świętego – Paraklet, czyli Obrońca. Skoro jest Obrońca, to kto jest oskarżycielem? Biblia odpowiada na to jednoznacznie, że jest nim szatan. Jego oskarżycielską naturę znakomicie oddaje natchniony autor Księgi Hioba. Diabeł  mówi tylko źle o Bogu, o człowieku, o Kościele. Posługuje się różnymi ustami, aby te kłamstwa, ubrane w pozór prawdy odważnie wykrzyczeć.

Kto w procesie przeciwko diabłu jest świadkiem prawdy, świadkiem Boga?  Jest nim  Jezus Chrystus, pierwszy męczennik i wszyscy, którzy są z Nim, gotowi oddać za prawdę swoje życie tak jak i On to uczynił („matyres” – męczennicy, czyli świadkowie. Termin wzięty z prawa procesowego). Tak więc moje życie to udział w procesie, gdzie na obojętność nie ma miejsca.

Ten proces i ta walka o prawdę i o Kościół Chrystusowy wchodzi więc głęboko w moje sumienie. To w nim oskarżyciel krzyczy, to w nim Obrońca – Paraklet ukazuje prawdę, to w nim mogę podjąć decyzję bycia świadkiem  razem z Jezusem.

 

Ks. Lucjan Bielas

 

 

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego – 17 kwietnia

 

Pierwsze Czytanie (Dz 10,34a.37-43)


Gdy Piotr przybył do domu centuriona w Cezarei, przemówił: „Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych. Wszyscy prorocy świadczą o tym, że każdy, kto w Niego wierzy, w Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów”.

 

Psalm Responsoryjny: 117
R/. W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy

 

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech dom Izraela głosi:
„Jego łaska na wieki”.

 

Prawica Pana wzniesiona wysoko,
prawica Pańska moc okazała.
Nie umrę, ale żył będę
i głosił dzieła Pana.

 

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

 

Drugie Czytanie (Kol 3,1-4)
Bracia: Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.

 

SEKWENCJA


Sekwencja obowiązuje w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, ale można ją śpiewać lub odmawiać także we wszystkie dni oktawy wielkanocnej.

 

Niech w święto radosne Paschalnej Ofiary
Składają jej wierni uwielbień swych dary.

 

Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
Pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.

 

Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy,
Choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy.

 

Maryjo, ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

 

Żywego już Pana widziałam, grób pusty,
 I świadków anielskich, i odzież, i chusty.

 

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
A miejscem spotkania będzie Galileja.

 

Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy,
O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy.

 

Śpiew przed Ewangelią (1Kor 5,7-8)
Alleluja, alleluja, alleluja


Chrystus został ofiarowany jako nasza Pascha.
Odprawiajmy nasze święto w Panu.

 

Tekst Ewangelii (J 20,1-9)


A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.

 

Jeśli chcesz żyć w wolności, wejdź do grobu Jezusa
(J 20,1-9)

Fascynuje mnie Bóg, w swym pełnym miłości akcie stwórczym. Fascynuje mnie ziemia i jej miejsce w kosmosie. Fascynuje mnie człowiek i jego miejsce pośród wszystkich stworzeń. Przede wszystkim jednak fascynuje mnie obecność pośród nas Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który od człowieka przyjął człowieczeństwo dla człowieka – dla mnie. Ta właśnie Jego obecność, mojej egzystencji nadaje ponadczasowy wymiar,  nadaje sens i tym samym uzdalnia do kreatywnej współpracy z Bogiem w świecie, który On stworzył, a w którym mnie przyszło żyć.

Dopiero po uświadomieniu sobie tej cudownej relacji, mogę zdobyć się na postawienie pytania o świat, w którym żyję.  Z dużym niepokojem stwierdzam, że coraz częściej przychodzi mi na myśl porównanie współczesnego świata, do obozu koncentracyjnego o globalnym zakresie. Przyznaję, że na to moje myślenie mają zapewne wpływ opowieści przodków i atmosfera mojego dzieciństwa, które upływało w cieniu obozu dwóch totalitaryzmów w Jaworznie.

Nie bez znaczenia jest moje „skrzywienie historyka”, który w dziejach próbuje odczytać i nazwać szeroko rozumiane procesy zachodzące w ludzkich społecznościach. Pandemia, jej kulisy i skutki, nieludzka wojna rozpętana na Ukrainie i światowe na nią reakcje, jeszcze bardziej uaktywniają moje skojarzenia. Pod hasłami, praw człowieka i jego wolności zawieszono przykazania Boże z przykazaniem „nie zabijaj” na czele. W imię postępu i rozwoju zbudowano znakomity system, w którym niewielu korzysta z pracy wielu, dając im niewiele. Wielcy architekci światowego ładu, zachłyśnięci nowymi technologiami, zapominając o Bogu Wszechmogącym, podejmują decyzję o życiu i śmierci innych ludzi, sprowadzonych do obozowych numerów.

Analogie obozowe dalej można mnożyć, lecz lepiej nam dzisiaj w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego pomyśleć, jak uratować swoje człowieczeństwo, zachować wolność i spełnić się w wieczności? Po ludzku wydaje się to niemożliwe, lecz dla tego, który zaufa Bogu i uwierzył w zmartwychwstanie Chrystusa, nic niemożliwego nie ma.

Po pierwsze trzeba sobie uświadomić fakt, że ten globalny obóz jest założony przede wszystkim w naszych głowach i polega na zniewoleniu naszych umysłów.

Dlatego dzisiaj z tym większą wiarą staję, przed jedyną bramą do mojej wolności. Jest nią pusty grób Jezusa Chrystusa, miejsce najbardziej znienawidzone przez tzw. władcę tego świata, szatana.  Nie muszę jechać do Jerozolimy, aby tego grobu szukać. Pusty grób Jezusa jest we mnie, w mojej zniewolonej głowie i tylko przez wiarę jestem w stanie go znaleźć i przez niego przejść do prawdziwej wolności. Sam Jezus mnie poprowadzi, dając mi swych fantastycznych przewodników.

Pierwszym z nich, choć wprost niewymienionym w dzisiejszej Ewangelii, jest Jego Matka, Najświętsza Maryja Panna. Ona nie musiała iść i sprawdzać, czy grób Syna jest pusty? Nie musiała się z Nim po Jego zmartwychwstaniu spotykać. To przede wszystkim o Niej zmartwychwstały Jezus powiedział: Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20,29). Pusty grób Jezusa był w Niej. Nie musiała go nigdzie szukać. Przeszła przez niego w swoim sercu z wiarą, łącząc się z Synem w prawdziwej wolności. Oto dlaczego właśnie Ją wymieniam na pierwszym miejscu.

Znakomitą lekcję daje mi Maria Magdalena. Tam, gdzie męska logika była zniewolona i nie widziała sensu, aby iść do grobu Jezusa, to ona wbrew tzw. zdrowemu rozsądkowi udała się w drogę i jak wiemy, pierwsza zobaczyła otwarty grób i spotkała Zmartwychwstałego. I co ciekawe biegnie, aby tę wiadomość przekazać Apostołom. Maria Magdalena bardziej kochała, niż kalkulowała. To jest dla mnie bardzo ważną życiową wskazówką.

Autor dzisiejszej Ewangelii św. Jan składa kapitalne wyznanie. Był świadkiem całej działalności nauczycielskiej Jezusa. Świadkiem Jego cudów, świadkiem Jego śmierci i złożenia w grobie. Na wieść, że grób jest pusty wraz Piotrem biegną obydwaj. Był szybszy, ale nie wszedł do pustego grobu Jezusa sam, lecz poczekał  na Piotra, na tego, który z nadania Jezusa jest widzialną głową rodzącego się Kościoła. Obydwaj doświadczają pustego grobu Jezusa i jego logiki. Widzą leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Chusta była zwinięta, lecz nie płótna, albowiem ciało Jezusa bez ich rozwiązywania po prostu zniknęło. Jan: ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych. Tak więc to doświadczenie pustego grobu, przekraczające ludzką logikę w połączeniu ze słowem Boga zaowocowało w Janie kolejnym pogłębieniem jego wiary – przejściem w głowie i w sercu przez pusty grób Jezusa do prawdziwej wolności.

Stawiam sobie pytanie: czy będąc uczestnikiem wspaniałych liturgii, wczytując się w teksty Pisma Świętego, adorując w kościele grób Pański, odnalazłem grób Jezusa w swoim zniewolonym umyśle? Czy pobiegłem sercem gnany, aby przez niego, jak przez bramę wejść do prawdziwej wolności?

 

 Ks. Lucjan Bielas

 

Towarzysz

(Mt 16, 21-27)

Można sobie wyobrazić zdumienie i niedowierzanie, jakie powstało w sercach i umysłach uczniów Jezusa, kiedy usłyszeli od Niego: że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. O tym, jak dalece wszystko stanęło im na głowie, najlepiej świadczą słowa Piotra, który w swej spontaniczności wziął Mistrza na bok i z wyrzutem stwierdził: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.

Z wielką ostrością uzewnętrznił się konflikt między tym, co było planem kochającego Boga Ojca, który jest gotów ratować człowieka, nawet za cenę wydania swojego Jednorodzonego Syna na śmierć, a planami Apostołów. Zwracając uwagę na ten konflikt, papież senior, Benedykt XVI zachęca do refleksji nad jego trwaniem w naszych relacjach z Panem Bogiem. Polega to na tym, że z Bogiem nawet się nie dyskutuje, tylko po prostu zostawia się Go na boku z całym Jego planem miłości.

Lecz On (Jezus) odwrócił się i rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Trudno sobie wyobrazić ostrzejsze słowa w ustach Jezusa. Łatwo zaś sobie wyobrazić, jak bardzo musiały dotknąć Piotra. Są jednak pewne trudne prawdy, które trzeba powiedzieć, bo tak każe miłość, a nie da się tego uczynić, nie zadając drugiej osobie bólu. A sprawa dotyczy rzeczy najważniejszej. Można myśleć po Bożemu lub po ludzku. W całej Biblii jest  nieustanne napięcie między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. To, co ludzkie podsuwa szatan i tu nie ma miejsca na Boga, na Miłość, jest zaś miejsce na korzyść.

Po „spionizowaniu” Piotra Jezus zwraca się do wszystkich, którzy chcą być Jego uczniami, zwraca się więc i do nas: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie (dosł. wyprze siebie), niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (dosł. towarzyszy Mi). Krzyż to nic innego tylko logika Bożej miłości w ludzkich realiach tego świata. Cena takiej decyzji jest duża, niebezpieczeństwo utraty życia ogromne, lecz zysk w towarzystwie Jezusa, jeszcze większy: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Dotyczy to życia ludzkiego ciała, z natury przemijającego, które w uczestniczeniu w zmartwychwstaniu Jezusa otrzymuje nową perspektywę. My już o tym wiemy, dla uczniów był to jeszcze „kosmos”.

Dalej Jezus sugeruje, gdzie znajdują się prawdziwe wartości człowieka: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?  W misji człowieka czynienia sobie ziemi poddaną, Jezus, jak zresztą sam daje temu przykład, domaga się stanowczo od swoich uczniów, fundamentalnego porządku. Nie możesz duszą zapłacić za bogactwo. Stawiając takie wymaganie, Mistrz wie, że uczniów wystawia w brutalnym i chciwym świecie na nie lada próbę. Na dodatek, na tym świecie uczniowie, podobnie jak Jezus, nie mają co liczyć na sprawiedliwość. Dlatego tak ważne jest Jego zapewnienie: Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania

Spuszczony po przysłowiowej brzytwie Piotr, nie pogniewał się na Jezusa. Wyciągnął wnioski i dalej był Jego wiernym towarzyszem. Niewątpliwie, dobrze na tym wyszedł. Wielu się gniewa na twarde słowa Jezusa i wykorzystuje je, jako argument do porzucenia Jego towarzystwa, aby ruszyć do własnych interesów. Niewątpliwie, źle na tym wyjdą.

                                                                                             

Ks. Lucjan Bielas

 

Droga prawdziwie odważnych

(Mt 5,1-12a)

 

W Uroczystość Wszystkich Świętych tradycyjnie odczytywany jest w naszych kościołach fragment, tzw. kazania na górze. Jezus, prawdziwy Bóg, który stał się człowiekiem, daje nam osiem rad jako klucz do świętości, czyli do takiej współpracy z Bogiem, aby nasze życie było prawdziwie spełnione tu i w wieczności. Innymi słowy, używając biblijnego terminu, abyśmy byli błogosławieni.  Sam Jezus swoim ziemskim życiem ukazuje nam, jak te rady należy rozumieć, jak je zastosować i jaki przyniesie to efekt. Miejmy świadomość tego, że dotyczą one takiego ukształtowania naszych osobowości, aby na tym świecie, nie tylko przetrwać, ale być prawdziwie szczęśliwym.

Niech to rozważanie stanie się zachętą do własnych przemyśleń w osobistym spotkaniu z Jezusową Ewangelią.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Jezus nagi przyszedł i nagi z niego odszedł. Nic nie miał dla siebie i niczego nie pragnął. Będąc prawdziwie wolnym, stał się niewolnikiem wielu i dlatego to właśnie On pierwszy posiadł królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Jezus poważnie traktował ludzkie sprawy. Widział istotę problemu i wskazywał uczciwe wyjście w stronę dobra. Pokazał, że każdy problem można z Bogiem przekształcić w szansę i to stanowi prawdziwe pocieszenie.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Zajmował się tymi, którzy stanęli na Jego życiowej drodze.  Robił to, na co miał wpływ i nie zajmował się autoreklamą i pijarem. Wszystko uzgadniał z wolą  Ojca Niebieskiego.  Jego dzieło z ludzkiego punktu widzenia wyglądało niepozornie, a przecież posiadł ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

W najbardziej niesprawiedliwych procesach w dziejach świata, zarówno religijnym przed Sanhedrynem, jak i politycznym, przed Piłatem zachował się sprawiedliwie. Sędziów mógł zdmuchnąć jednym aktem swej woli, tymczasem mimo fali fałszywych oskarżeń i misternie utkanej niesprawiedliwości, po prostu stał po stronie prawdy, zachowując ludzką godność. Patrzył poza granicę śmierci i wygrał.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Był po prostu miłosierny. Nie wygłaszał traktatów na temat miłości, lecz po prostu aktywnie żył miłością. Jego miłosierna postawa, którą na każdym kroku promieniował, wychodząc naprzeciw  ludzkiej biedzie, ściągała wtedy i przez wszystkie czasy gromadzi wokół Niego miłosiernych. Jest głodny, jest spragniony, jest nagi, jest chory, jest w więzieniu i ciągle przychodzą Mu z pomocą miłosierni.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Jego serce nie ma podwójnego dna. Jest tak czyste, że przez nie widać samego Boga. On mógł o sobie powiedzieć: Kto mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał (J 12,45).  Jakże wyjątkowo przeżyli to świadkowie Jego przemienienia na Górze Tabor.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Jezus miał przede wszystkim pokój w sobie. Wynikał on z nieustannej relacji z Ojcem Niebieskim. Wyrażała się ona w Jego ludzkiej naturze na  rozeznaniu i pełnieniu woli Jego Ojca. Przez to również okazał swoje synostwo Boże i prawo do dziedziczenia.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

W rzeczywistości ówczesnego świata, pełnego niesprawiedliwości posuniętej  aż do zniewolenia człowieka  i sprowadzenia go do poziomu rzeczy, Jezus nie wszczyna rewolucji, buntu i wojen. Na różne sposoby prześladowany nie uciekał  od konfrontacji, ale też jej nie szukał. Pełen miłości, służący bezkompromisowo prawdzie,  będąc w idealnej relacji z Niebieskim Ojcem,  mając przeciw sobie szatana i jego wysłanników, Jezus buduje rzeczywistość dobra i miłości.  Buduje swoje królestwo, które nieustannie niszczone trwa przez wieki i ma wymiar ponadczasowy, wymiar wieczny.

Nie stawiam sobie pytania, czy taką drogą chcę pójść, bo to oczywiste. Proszę jedynie o łaskę wytrwania na niej do końca, do wieczności.

 Ks. Lucjan Bielas

 

 

 

 

 

Bosko – ludzka korporacja

(Mt 18, 15-20)

Tak można próbować współczesnym językiem określić Kościół założony przez Jezusa Chrystusa. Pośród wszystkich ludzkich organizacji stanowi on niewątpliwie fenomen, przez jednych podziwiany, przez innych znienawidzony. Jedni marzą o tym, by Kościół Chrystusowy ogarnął cały świat, inni marzą o tym, aby w ogóle przestał istnieć, by nawet najmniejszy ślad po nim nie został. Fenomenem jest to, że niezależnie od tego, czy ktoś się z tą organizacją zgadza, czy nie, to wszyscy od Kościoła się uczą.

Nie będę ukrywał, że zaliczam się do tych, którzy gorąco pragną tego, aby Kościół, którego staram się być świadomym i aktywnym członkiem, miłością pozyskał dla Boga wszystkich ludzi.

Dziś, dzięki św. Mateuszowi, możemy wziąć udział w warsztatach prowadzonych przez samego Chrystusa, podczas których, wtedy dwunastu uczniom, dzisiaj nam, tłumaczy fenomen działania instytucji, którą założył i której jest prezesem i to na zawsze.

Po pierwsze, Jezus poucza o podstawowych prawach komunikacji: Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. W tych niesłychanie prostych słowach zawarł Jezus zasadę odpowiedzialności za siebie, za drugiego i za wspólnotę. Te zasady korporacyjne stosują wszyscy, którzy próbują zbudować trwałą wspólnotę. Nikt nic mądrzejszego nie wymyślił i nie wymyśli. Chrystus jednak wypowiedział te słowa w pewnym ważnym kontekście. Mówił wcześniej o dobrym pasterzu, który jest gotów szukać jednej zaginionej owcy, mówił o Bogu, o swoim Ojcu, któremu zależy na wszystkich ludziach, bo wszystkich kocha.

Mając przed sobą dwunastu liderów swej korporacji, Jezus, wysłannik Niebieskiego Ojca, mówi do nich słowa, których żaden szef na ziemi swoim pracownikom powiedzieć nie może: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Te słowa nabierają znaczenia dopiero w kontekście tego, co Jezus natychmiast dodał: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.

Wnioski nasuwają się same. To nieustannie obecny w swej korporacji Jezus prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zawiązuje i rozwiązuje, posługując się tymi, którzy sami zdecydowali się na bycie Jego towarzyszami. Nie trudno domyślić się, że jest tu też zawarta zapowiedź sakramentów świętych, tych przestrzeni, w których zawiązywanie z rozwiązywanie ma szczególny, pozaziemski wymiar. Jest w nich ten, który udziela – szafarz, jest i ten, który przyjmuje, ale działa zawsze Jezus – ten Trzeci.

W tym czasie, kiedy jest tak wiele pytań dotyczących Kościoła Chrystusowego, może warto jeszcze raz sobie przemyśleć jego rozumienie i swoje w nim miejsce.

 

Ks. Lucjan Bielas